środa, 19 lutego 2014

Inhorgenta koniecznie z hulajnogą

Powoli dochodzę do siebie, bo jestem naprawdę zmęczona.
Chyba jeszcze tyle się nie nachodziłam, jak przez te 4 dni.

Zacznę od samych targów, które stanowiły główny punkt wyjazdu.
Jeśli ktoś twierdzi, że jest zmęczony po przejściu po polskich targach biżuterii- tu koniecznie musi wyposażyć się w hulajnogę (to nie żart ).
Całkiem sporo ich tu było jak i również piesków.
Targi wywarły na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenia-profesjonala organizacja w każdym szczególe.
Hale ogromne, przestrzenne, wszędzie piękne strefy do odpoczynku urządzone z klasą.
Biżuteria na najwyższym poziomie, zarówno ta designerska, jak i klasyczna-.
Widziałam tak piekne kamienie szlachetne, że naprawdę jestem oczarowana, perełki w sensie dosłownym jak i w przenośni.
Biżuteria super ekskluzywna, ilość diamentów we wszelakich odsłonach aż oczy raziło od blasku...
Wreszcie nowoczesna biżuteria, którą widziałam w sieci tu razem z projektantami-wspaniała.
Stoiska zaaranżowane z wysokim poczuciem estetyki, bez przepychu, minimalizm, aranżacje florystyczne naprawdę robiły wrażenie.

A poza targami udało mi się obejrzeć zbiory arcydzieł w dwóch Pinakotekach - zarówno tych z przełomu XVIII wieku, jak i tych nowoczesnych.
Powiem szczerze,że się wzruszyłam - wreszczie miałam okazję zobaczyć na żywo dzieła mistrzów, o których uczono mnie na studiach..
Taki kontakt ze sztuką cenię sobie bardzo wysoko.

Dużo ten wyjazd dał mi do myślenia przede wszystkim w temacie zawodowym.

P.S. Ku mojej osobistej radości , nie było na targach biżuterii, która mogłaby przypomianacć moją .
I bardzo wiele ludzi komentowało bardzo pozytywnie moje prace, bo oczywiście miałam coć na sobie na każdy dzień targowy ;).
A oto Monachium w pigułce: